poniedziałek, 26 listopada 2012

Tchórz



Strach. Motywacja i demotywacja. Źródło siły i źródło bezsilności. Kwestia tego po której stronie barykady akurat stoisz. To jak my reagujemy na strach zawsze zależy od tego skąd on pochodzi. A jak zareagować na strach który został wywołany przez najbliższą nam osobę ?

To jest dopiero zagwozdka. Nienawidź mnie Kasjelito. Nienawidź i żyj Jakże czasem wydarzenia z książek, z całego nierealnego świata można przenieść na ten. Czasem nie trzeba nawet zmieniać zbytnio słów a sens pozostaje ten sam. Takie proste. Obrócić strach w gniew, ten w nienawiść. A z nienawiści czerpać siłę. 

Strach prowadzi do gniewu, gniew prowadzi do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia, cierpienie prowadzi na Ciemną Stronę mocy

Haczyk. Mały, czasem ciężki do zauważenia. Co dobrego może przynieść nienawiść ? Czy ten gniew ukierunkowany przeciw konkretnej osobie spowoduje coś pozytywnego ? Nie. Każdy kto myśli "będę nienawidzić, niech cierpi, to poprawi mi nastrój" jest w błędzie. Nienawiść wywodzi się ze strachu a ten ? Z miłości. A nienawiść spowodowana miłością rani potężnie obie strony. Osobę którą ranisz- to jest jasne. Ciebie- bo ranisz kogoś kogo kochasz. Ha, próbuj walczyć z TYM bólem. Tak właśnie strach demotywuje. Pogrąża, usidla, dusi i pali.
Ale jest jeszcze jedna strona medalu. Strach może motywować i dawać siłę. O tych którzy potrafią przekuć strach na działanie mówi się "bohaterowie". Ci którzy walczą do końca, walczą za sprawę, tocząc bój heroiczny.

Frajerstwo i równie duże tchórzostwo. Bo to ci potem powiedzą "zrobiłem wszystko co mogłem, nie mam sobie nic do zarzucenia". A tak naprawdę często to oni są powodem tego strachu, to oni zmusili drugą osobę do takiego a nie innego działania. To oni są winni. I mi przypadnie w udziale właśnie pieprzony heroizm. Bo łatwiej mi chwycić szablę przeciw czołgom niż się poddać. Ku chwale... 
No właśnie, czego ?

PS.
Ten tekst dotyczy sfery uczuciowej. Bez dysput na temat bohaterów wojennych, codziennych i innych. To nie o nich.


  

Ścieżka

Od długiego czasu nie mogłem się zebrać w sobie by coś naskrobać. Nie mówię o notce lecz o jakimś opowiadaniu czy innej formie literackiego wyżycia się. A że dziś muszę się wyżyć... 

Droga nie była jakoś specjalnie kręta, ot czasem mijała jakieś większe przeszkody, jednak tych nie napotykało się wiele. Prosty, leśny szlak. Na pozór całkiem przyjemny. Korony drzew zapewniały cień, same drzewa mocno pachniały żywicą. Przeróżne gatunki ptaków dostarczały muzycznej rozrywki. Idylla.
Dlaczego więc wszyscy tę ścieżkę omijają szerokim łukiem ? Co jest w niej takiego, że czasem ślady po kimś urywały się właśnie na jej początku ? No i czemu niektórzy wracali- zmaltretowani, z wyrazem niewyobrażalnego bólu na twarzy ? To chciałem zbadać, z resztą nie tylko ja. Bo mimo że każdy starał się trzymać od niej z daleka to właśnie raz na jakiś czas znalazł się śmiałek który zagłębiał się w gąszcz i znikał. Na dzień, tydzień, miesiąc, rok lub całe życie. Różnie to bywało. Jeśli wracał- nie był już tą samą osobą. Ale mimo to ludzie próbowali, próbują i próbować będą. Więc i ja stwierdziłem- moja kolej. 
Szedłem dość szybko- strasznie ciekawiło mnie co może być na końcu tej ścieżki. Czas mijał, choć nie było tego widać. Słońce powinno zmieniać swoje położenie, mijały na pewno kolejne godziny marszu- a tu cały czas tak samo. Bardzo zastanawiające.Ale przecież nie takie dziwy już widywałem, po wampirach już chyba nic mnie nie zaskoczy. Szedłem. Dalej w las. I dalej, dalej. Aż poczułem zmęczenie. Lekkie, niczym muśnięcie, ale jednak zmęczenie. Droga cały czas wydawała się prosta, stwierdziłem- cóż szkodzi odpocząć.   Siadłem pod najbliższym drzewem. Nie miałem pojęcia co to za drzewo, był to dla mnie jakiś obcy gatunek. Przyglądałem mu się więc z ciekawością i nagle. 
Nie wiem jak długo spałem. Wiem że kiedy się ocknąłem był wieczór. Senność nie odeszła jeszcze do końca ale postanowiłem nie czekać dłużej tylko ruszać. Nie przeszedłem nawet pięciu minut gdy droga zakończyła się polaną. Niby nic dziwnego, bo to jedna polana w lesie ? Jednak na tej polanie stała Ona. Zrozumiałem od razu kim jest. Czerwień sukni, błękit oczu, róż ust. I piegi. Widziałem ją wcześniej. Właściwie widziałem ją już dawno i zawsze wiedziałem kim jest. Kiedy już stałem przy niej spojrzeliśmy sobie w oczy, tak jakbyśmy robili to od zawsze. I jak zawsze spotkaliśmy w nich zrozumienie. Pocałunek też był równie naturalny, odruchowy, taki prosty. To przecież normalne. Zupełnie normalnie złapaliśmy się za dłonie, odwróciliśmy się i zaczęliśmy iść przez polanę do ścieżki po drugiej stronie. Nie była daleko, dosłownie parę kroków. Przy ostatnim Ona nagle się zatrzymała, spojrzała na mnie. 
Podobno spałem dwa tygodnie. Znaleźli mnie poobijanego przed wejściem na TĄ ścieżkę. Wszyscy mi współczuli, choć nikomu tak naprawdę nie powiedziałem czym jest ta ścieżka i że mam zamiar na nią wrócić. Bo kto w dzisiejszych czasach uwierzy że ta ścieżka to miłość ?

niedziela, 18 listopada 2012

Łanloff,Warszaffka i samorozwoje.

Byłem mile zaskoczony kiedy w ciągu ostatnich kilku dni znalazły się osoby dopytujące o mojego bloga. To było fajne. Dla tych z Was którzy polecieli ostrym tekstem "Ty nic nie wrzucasz to ja też nie muszę"- hańba Wam obywatele i obywatelki !
A tak poważnie. Kto ma mojego facebooka ten wie że w ciągu ostatnich dni kilku świrowałem na pkt. festiwalu One Love. Nie, nie były to moje klimaty natomiast był to klimat i udzielił się w pewnym stopniu również mi. Może pokuszę się o szerszą relację z całości (która była mega wypas i cieszę się jak głupi że mogłem w jej tworzeniu pomóc :) ) jak znajdę czas. A tego nie ma zbyt wiele niestety, zwykłe studenckie obowiązki w większości, jednak dla kogoś kto przez większość szkoły uczył się od spr. do spr. to jest ciężko się przestawić na regularność. Idzie wszystko powoli i opornie, ale jakoś idzie. Do tego mam inne, nie związane z nauką plany i staram się powoli działać w ich kierunku. No i wróciłem do śpiewu, a właściwie odpowiedziałem na opieprz skierowany do ogółu i zacząłem działać. Dziś był nawet pierwszy tego efekt, dla mnie całkiem przyjemny. Znów nowi ludzie, nowe problemy, wszystko nowe. Który to już raz odkąd piszę bloga ? ;)
Są też starzy znajomi, stare troski- czasem w nowych, gorszych odsłonach, jednak mimo wszystko- znajome i oklepane. Na wszystko znajdzie się recepta. Choć przekonuje się dobitnie- nie można łapać setki srok za ogon. Przynajmniej bez konsekwencji.
Wiecie, fajnie jest patrzeć jak ludzie się rozwijają (tak, o Tobie mówię Warszaffko :P ), super jest czytanie czegoś co jest autentycznie świetne, szczególnie kiedy samemu jest się w czymś maksymalnie średnim (patrzeć mój blog). Przykre że na samorozwój brak czasu. Z resztą nie tylko to jest przykre. Ostatnio wiele cudownych rzeczy przeplata się z wieloma naprawdę przykrymi. Pozostaje do każdych podchodzić z siłą i mocą, podniesioną głową i pewnością że wszystko będzie dobrze. Musi być, prawda ?

środa, 14 listopada 2012

(Nie) żyję.

Kolokwium. Po kolokwium kolokwium. A po kolokwium kolokwium. Jak żyć ? Spać o 23, pobudka o 6, próby nauki. Rosnące ósemki, sterty zadań do zrobienia na wczoraj, planów na już. Kurczące się zapasy- gotówki, czasu, energii w ciągu dnia i pomysłów na kapitał. Z tym ostatnim najgorzej. Nie brakuje tylko dwóch rzeczy - problemów i motywacji. Bo teraz to już ryba z  problemami, wszystkie są typowo ludzkie i wszystkie do ogarnięcia skoro jest motywacja. A motywacja jest.
Przerwa świąteczna we Wrocławiu, Sylwester, Marsy w czerwcu. Praga i morze w wakacje. Ambitne plany, wszystko do zrobienia, kwestia gotówki. A wobec gotówki to plany są że ho hoooo i jeszcze większe. A od 2 tygodni wszystko wydaje się takie proste. Tylko poczekać do grudnia. Motywacja jest najważniejsza, należy ją kochać, wielbić i nosić na rękach. (R)amen(t).

wtorek, 6 listopada 2012

Miłość i kłamstwa

Heh, ma człowiek za swoje. Przemyślał coś- nie może zasnąć nim nie spisze tych swoich przemyśleń. A za swoje mam podwójnie, co najmniej.
Było koloryzować parę miechów temu ? Było się wybielać by nie wyjść na skończonego durnia ? Teraz to dopiero wyszedłem na durnia. "Nie przychodź potem z płaczem".
Nie przyjdę, nie będę mieć powodu. Bo z takich powodów to ja nie płaczę już od dawna, sorry, bajeczki odłożyłem na półkę gdzie ich miejsce.
A to że się w jedną z nich pakuje to zupełnie inna kwestia. Bo to nie jest ta bajka którą opowiedziałem wcześniej. A nóż ta bajka się nie skończy jak ta opowiedziana ? Szablony. Dobra, sprawdzająca się rzecz.
Tylko że ja nigdy nie działałem szablonowo, osoby z którymi się zadaje z wyboru też nie.
Szczególnie z takiego wyboru. Robienie ze mnie dobrodusznego idioty naprawdę się nie sprawdzi. Anim dobroduszny anim idiota. Dobroduszność bowiem musi płynąć z bezinteresowności a tego u mnie chyba nigdy nikt nie uświadczył. A idiota ? No właśnie, skoro ktoś ma mnie za idiotę to po co się wysila i próbuje reagować ? Z idiotą nie pogadasz. A ten który nie jest idiotą sam już się zdążył zabezpieczyć tak by na idiotę potem nie wyjść.
Co nie zmienia faktu że zrobiłem z siebie durnia teraz. Kłamstwem, nie tym co się działo.
Śnie sobie. Od soboty. I jest to cholernie dobry sen.
Kawa, piwo, słoń. Bursztynowe szkiełko. Ale masz szorstkie usta . Ano. Dobry sen był ostatnim którego się spodziewałem. Skoro prosicie Boga o deszcz to dlaczego nie macie parasoli ?  Nie miałem bo już nawet nie prosiłem o deszcz. Prosiłem o upał który mnie dobije. A tu proszę- rozpadało się.
Ciepły, deszcz w środku zimnej jesieni. Las odżył, pola się zazieleniły. Jaskółka sprowadziła wiosnę. Wszystko kwitnie jasna cholera. Tylko że dookoła pogoda iście arktyczna. Co będzie jak Jaskółka poleci w pierony do ciepłych krajów ? Czym ją przekonać do tego że tu będzie jej dobrze, że jeżeli odleci to po pierwsze- będzie leciała przez zamiecie, po drugie- maki na polu powiędną a resztę przysypie śnieg. Równiutką warstwą, metr nad poziom morza w górę.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma
No chyba że pieprznie łbem o betonową ścianę. Im człowiekowi bardziej zależy tym bardziej się boi, nie cierpię tej zależności.
Słoń i bursztyn. I serce z pięści trzymane w dłoniach. Nikt tak pięknie nie mówił że się boi miłości . Bo czasem ciężko powiedzieć cokolwiek. Lepiej się wtulić w drugą osobę. 
Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca, z myśli i z duszy.  
Bóg jest ponoć w każdym z nas. Więc przykazanie mam z głowy. Tylko cholera, gdzie mój parasol... 
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
Cwane. Najpierw zabiorą drugie a potem dadzą wiarę w trzecie. No ale skoro już dali to weźmiemy i zrobimy z tym użytek. Najwyżej następnym razem będę uciekać przed każdymi rozgwieżdżonymi oczyma.